Media zagraniczne w Polsce

Społeczeństwo obywatelskie, wolność słowa, patriotyzm, cywilizacja łacińska.
ZM

Media zagraniczne w Polsce

Post autor: ZM » 23 kwie 2012, 18:45

Kto się boi medialnych imperiów

Zdzisław Krasnodębski 28-02-2008, Rzeczpospolita, ostatnia aktualizacja 28-02-2008 00:55

Jeśli w Polsce nie można dyskutować o zaangażowaniu zagranicznego kapitału w media, nie narażając się na nagonkę, to trzeba poważnie obawiać się o wolność Polaków – pisze filozof i publicysta

Gościem ostatniej debaty „Dziennika” był Emmanuel Todd, zaproszony do Warszawy chyba po to, żeby przekonać Polaków, że Rosja jest najważniejszym sojusznikiem UE i warto z nią negocjować, USA – imperialną potęgą w stanie upadku o odmiennej niż Europa cywilizacji, a Unia Europejska oznacza konieczność pokornego uznania hegemonii krajów największych.

Todd jest między innymi autorem interesującej, choć po części demagogicznej, książki o neoliberalizmie. Sławi w niej zalety gospodarczego protekcjonizmu, krytykuje euro i zwraca uwagę na negatywne zjawiska rozdrobnienia narodów i wzrostu nierówności. O wszystko obwinia negatywny wpływ amerykańskiego systemu gospodarczego na Europę.Jedna z tabel zamieszczonych w tej książce ilustruje stopień otwartości gospodarek mierzony stosunkiem inwestycji zagranicznych w danym kraju do jego inwestycji za granicą.

Nie trzeba podzielać ekscentrycznych poglądów francuskiego intelektualisty (w czasie debaty wygłosił w stylu prawdziwie francuskim półgodzinną odę na cześć putinowskiej Rosji), by odczuć pokusę zastosowania tego myślenia do Polski. Jak bardzo otwarta jest Polska gospodarka w porównaniu z zachodnioeuropejskimi? I o czym to świadczy – jeśli przejęlibyśmy przesłanki rozumowania Todda?

Jak jednak wiemy, nie tylko polscy ekonomiści, ale i radykalni autorzy zachodnioeuropejscy, którzy potępiają turbokapitalizm z pozycji lewicowych, milczą na temat roli kapitału zagranicznego w Europie Środkowo-Wschodniej. Nie interesują się ani rozdrobnieniem narodów, ani rosnącymi nierównościami w tym regionie. Partiom politycznym podejmującym te problemy – takim jak PiS – zarzuca się ciasny nacjonalizm i płaski populizm.

Te podwójne standardy wynikają z tego, że nie da się z faktu opanowania rynków Europy Środkowo-Wschodniej uczynić oskarżenia wobec USA, gdyż na wschodnioeuropejskich peryferiach dominują koncerny zachodnioeuropejskie. A rzekomo postnarodowi i proeuropejscy intelektualiści niemieccy czy francuscy, tak nielubiący ekspansji firm zagranicznych w Niemczech i we Francji, skłonni są do znacznie większej tolerancji, gdy chodzi o gospodarczą i polityczną ekspansję firm francuskich i niemieckich na wschodnioeuropejskich rynkach.

Strach Europejczyków przed obcymi koncernami

Pytanie o wpływ inwestycji zagranicznych jest szczególnie istotne, gdy chodzi o media, gdyż odgrywają one fundamentalną rolę we współczesnych demokracjach. Nie są tylko częścią systemu gospodarczego, ale też politycznego. Czy rzeczywiście wystarczy formalne oddzielenie spraw biznesowych od redakcyjnych oraz wielość właścicieli, by być spokojnym o wolność słowa i uznawać to za gwarancję braku uzależnienia od wpływów zewnętrznych?

Gdyby większość mediów w Meksyku należała do koncernów amerykańskich, to na każdym politologicznym seminarium uniwersyteckim uznawano by to za najlepszy dowód uzależnienia tego kraju od potężnego sąsiada. Tyle że – o ile mi wiadomo – od 1960 r. inwestycje zagraniczne w mediach są w Meksyku zakazane. Także Kanadyjczycy konsekwentnie wypowiadają się przeciwko otwarciu rynku mediów dla zagranicznych inwestorów.

W Niemczech przed paru laty żywe były obawy przed inwazją magnatów medialnych z importu: Silvio Berlusconiego i Ruperta Murdocha. A gdy brytyjski Mecom (właściciel 51 proc. udziałów w spółce Presspublica, wydawcy „Rzeczpospolitej” – przyp. red.) przejął gazetę „Berliner Zeitung”, wybuchła prawdziwa histeria. Pamiętajmy przy tym, że w Niemczech udział inwestorów zagranicznych w mediach, zwłaszcza drukowanych, i tak jest znikomy. Wybitny niemiecki medioznawca Horst Röper uspokajał, że niebezpieczeństwo przejęcia wydawnictw przez cudzoziemców nie jest duże i że na rynku gazet codziennych prawie nie ma kapitału zagranicznego.

Dlaczego więc tego rodzaju obawy i niepokoje prawomocne w Kanadzie, Niemczech, Australii czy Meksyku miałyby być nieuzasadnione w Polsce? Przecież w przypadku Polski nie chodzi o jedną, dwie czy trzy gazety, lecz o 80 proc. rynku. Przy tym, jak wiemy, problem struktury własności jest u nas tym bardziej skomplikowany, że kapitał rodzimy jest zwykle postkomunistycznej proweniencji i często tworzył się w niejasnych okolicznościach.

O czym nie wolno rozmawiać

W czasie mojej niedawnej dyskusji z Pawłem Śpiewakiem w studio TVN 24 prowadzący naszą rozmowę redaktor usiłował pobudzić nas do jeszcze jednego aktu oburzenia z powodu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat Radia RMF FM (były premier określił je jako „niemieckie”). Zwróciłem wówczas uwagę, że ta prowokująca i zapewne niestosowna w swojej formie uwaga dotknęła jednak – jak bardzo często u tego polityka, a bardzo rzadko u polityków obecnie rządzącej koalicji – newralgicznego problemu polskiego państwa i demokracji, który w każdym wolnym kraju powinien stać się przedmiotem dyskusji publicznych i badań naukowych. Ani ja, ani profesor Śpiewak nie mówiliśmy o jakiejś konkretnej gazecie lub jakimś konkretnym kraju, z którego pochodzą inwestorzy, tylko o potrzebie analizy zjawiska.

Moje wystąpienie spotkało się z gwałtowną reakcją jednego z zastępców redaktora naczelnego „Dziennika”, który od dłuższego czasu uczynił mnie negatywnym punktem odniesienia swoich politycznych fantasmagorii. Jednak tym razem jego opublikowany w ostatnim piątkowym wydaniu „Dziennika” tekst nie nadaje się w zasadzie do polemiki. Składa się bowiem z pomówień, insynuacji i obelg.

Jego autor zna mnie dobrze, więc wie, że nigdy nie byłem nieformalnym doradcą rządu, nigdy nie stałem przed alternatywą wyboru między pracą na uniwersytecie a działalnością polityczną, że nie mam młodych uczniów, przed którymi musiałbym coś odgrywać, i że nie uprawiam „gierek politycznych”.

Nie wiem, czy po napisaniu tego artykułu autor będzie mógł jeszcze spojrzeć w lustro. Chyba że się już uodpornił. Ja zaś się przekonałem, jak słuszna jest zasada, że należy starannie dobierać znajomych i uważać na to, kogo się zaprasza do swego domu. Można powiedzieć, że jestem sam sobie winien, gdyby nie to, że sprawa ma szerszy aspekt. Jeśli bowiem w Polsce już w ogóle nie można podejmować tego rodzaju problemów, nie narażając się na nagonkę, to należy poważnie obawiać się o wolność Polaków.

Magnaci w ofensywie, niezależność w odwrocie

W czerwcu 2003 roku Europejska Federacja Dziennikarzy opublikowała raport na temat sytuacji mediów w Europie Środkowo-Wschodniej. Opisano w nim fenomen „rosnącego zdominowania mediów przez zagraniczne grupy medialne w wyniku procesu rynkowej kolonializacji, która następuje od 1989 roku”. Stwierdzono, że raport dostarcza „dramatycznego dowodu ogromnej skali zdominowania sektora medialnego przez zagraniczne grupy medialne” oraz że „dziennikarze w krajach Europy Środkowo-Wschodniej są szczególnie podatni na presje z góry z powodu słabości ich związków zawodowych”.

W odniesieniu do Polski podkreślono dodatkowo: „największym problemem polskiego sektora prasowego jest niezależność... Prawa chroniące dziennikarzy są bardzo słabe”. W innym raporcie tej organizacji („Władza mediów w Europie”) możemy przeczytać: „polskie prawo własności mediów drukowanych jest bardzo permisywne wobec zachodnich inwestorów”, a także, że „napływ inwestycji zagranicznych do polskich mediów spowodował pogorszenie się jakości oraz upadek ich bezstronności”.


Niemcy mogą być wzorem

Redaktor „Dziennika” oskarżył mnie o antyniemiecki resentyment i straszenie Polaków Niemcami, wiedząc dobrze, że jest przeciwnie – że od młodości jestem zafascynowany niemiecką filozofią i socjologią i trochę przyczyniłem się do tego, by stały się one bardziej znane w Polsce. Podziwiam Niemcy za sposób, w jaki uporali się z klęską moralną i polityczną III Rzeszy, choć nie jest to proces zakończony i zapewne nigdy się nie zakończy. Zawsze za wzór stawiałem Polakom sposób, w jaki przeprowadzono w Niemczech lustrację. Chciałbym, żeby Niemcy stały się również wzorem dla Polaków, jeśli chodzi o solidaryzm społeczny, o szacunek do własnego państwa, o spoistość polityki zagranicznej itd. Chciałbym, żeby Polska osiągnęła ten poziom rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego co Niemcy i zależy mi na jak najlepszych relacjach polsko-niemieckich.

Intelektualiści niemieccy czy francuscy, tak nielubiący ekspansji firm zagranicznych w Niemczech i we Francji, są już bardziej tolerancyjni, gdy chodzi o gospodarczą i polityczną ekspansję na rynkach wschodnioeuropejskich

Jestem natomiast krytykiem uprawianej obecnie w Niemczech polityki pamięci, nie mam dobrego zdania o niemieckiej polityce wobec Polski i Rosji. Nie akceptowałem ataków prasy niemieckiej na prezydenta RP i poprzedniego premiera, niepokoi mnie postępujący brak autokrytycyzmu elity niemieckiej, i energiczne dążenie do powiększania wpływów w Europie. Sądzę, że są to tendencje niedobre nie tylko dla Polski i Europy, ale i dla samych Niemiec. Piszę o tym na łamach prasy polskiej i – o ile jest to możliwe – niemieckiej, mówię w wystąpieniach publicznych w Polsce i Niemczech.

Pozytywna ocena pewnych zjawisk nie musi przecież oznaczać braku krytycznej oceny innych. Także mój podziw dla Maksa Webera jako wielkiego klasyka socjologii nigdy nie oznaczał, że pochwalałem np. jego nacjonalistyczne poglądy na temat Polaków i Polski. Nigdy też nie ukrywałem, że leży mi na sercu dobro Polski – sądzę przy tym, że pojęte we właściwy sposób dobro Niemiec nie musi się z nim kłócić, jeśli tylko nie zapomnimy o lekcji historii.

Postsowiecka mentalność

Dla niektórych osób w Polsce jest zaskoczeniem, że będąc profesorem w Bremie, mieście wolnym i hanzeatyckim, nie piszę o Niemczech tak jak np. prof. Anna Wolff-Powęska czy redaktor Adam Krzemiński. To zdziwienie pobrzmiewa także w artykule redaktora „Dziennika”. Odpowiedź jest niezmiernie prosta, choć zapewne szokująca dla tego redaktora: powołując kogoś na stanowisko profesora, nie kupuje się jego poglądów. Wręcz przeciwnie, w każdym kraju szanującym podstawowe wolności, a takim krajem są dzisiejsze Niemcy, profesorom uniwersytetów gwarantuje się konstytucyjnie wolność nauczania i badania oraz prawo do wyrażania opinii. Nawet jeśli nie podobają się one redaktorom wpływowych gazet, dyrektorom koncernów, telewizjom lub politykom.

Ta niezależność profesorów uniwersytetów jest podstawą demokratycznego i wolnościowego ustroju - nie mniej ważną niż na przykład niezawisłość sędziów. Fakt, że w Polsce ta zasada nie jest czymś uznawanym za oczywistość (bo tylko tak można wyjaśnić owo zdziwienie), świadczy o tym, jak wiele jeszcze przetrwało w naszym kraju z mentalności postkolonialnej i postsowieckiej. Te pozostałości w dużej mierze wyjaśniają nie tylko stan debaty publicznej w Polsce, który najlepiej obrazuje tekst redaktora „Dziennika”, ale i stan samej Polski po bez mała 20 latach niepodległości.


------------------------------------------------
Autor jest profesorem socjologii i filozofem społecznym związanym z Uniwersytetem w Bremie oraz Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”

Rzeczpospolita


Flavi

Re: Prasa zagraniczna w Polsce

Post autor: Flavi » 23 kwie 2012, 18:59

Radio

Niemieckiego właściciela, koncern Bauer, ma największe polskie radio - RMF FM, które w pierwszym kwartale roku zdobyło 25 procentowy udział w ogólnym czasie słuchania. Drugie miejsce należy do Radia Zet (15 proc), które wchodzi w skład francuskiej grupy Lagardère. Państwowe Pierwszy (11,6 proc.) i Trzeci (7,7 proc.) Program Polskiego Radia razem mają ponad 19 procentowy udział w rynku.

Internet

W sieci kliknięcia są rozproszone na wiele stron a by pokazać skalę popularności poszczególnych firm zlicza się kliknięcia dziesiątek serwisów należących do jednej grupy. Najwięcej z nich zebrała grupa Onet.pl (prawie 13,5 miliona użytkowników) należąca do koncernu ITI. Choć spółka notowana jest na giełdzie w Luksemburgu jej większościowi to rodzina Wejchertów i Piotr Walter. Drugie miejsce w zestawieniu firmy Megapanel PBI/Gemius zajęły serwisy Wirtualnej Polski (prawie 12,5 mln), która kilka lat temu została przejęta przez Telekomunikację Polską (jej właścicielem jest francuski Orange). O milion mniej użytkowników odwiedza strony należącej do Grupy Bauer Interii. Jednak jeszcze przed nimi jest Gazeta, której wchodzi w skład Agory. Daleko w tyle są strony należące do grupy Ringier Axel Springer - do liderów tracą aż 8 milionów użytkowników.

Źródło: Kamil Sikora, Polska skolonizowana przez niemieckie media? Tylko w prawicowej rzeczywistości / naTemat.pl

Flavi

Re: Prasa zagraniczna w Polsce

Post autor: Flavi » 23 kwie 2012, 19:05

Podział na kapitał w segmencie dzienników wśród 5 największych (2010):

1) Kapitał niemiecki: Polskapresse - 159 845 + Ringier Axel Springer 215 157 = 375 002 (46 proc)
2) Kapitał polski: Angora - 237 949 + Murator - 97 055 = 335 004 (41 proc)
3) Kapitał brytyjski: Grupa Media Regionalne - 101 749 (13 proc)

Korsarz

Re: Prasa zagraniczna w Polsce

Post autor: Korsarz » 15 lip 2012, 07:56

Problemem rynku prasowego w Polsce nie są media "ogólnopolskie", ale przede wszystkim katastrofa mediów lokalnych i regionalnych. Bo właśnie stąd przeciętny obywatel w Europie i Ameryce czerpie podstawowe informacje, według naturalnej hierarchii zainteresowań - własna miejscowość, region, kraj, świat. Media w Polsce są w rękach zagranicznych wydawców, przeważnie niemieckich i reprezentują lokalna oligarchię, bo niby dlaczego np. Niemiec ma się bratać z biednym polskim społeczeństwem i reprezentować jego interesy przed władzą, skoro może dogadać się z władzą (i pieniędzmi) przeciwko polskiemu społeczeństwu.

Paliwem jest polityka, zajmująca niewspółmiernie więcej miejsca, niż w innych krajach świata, i przeznaczająca na polityczne igrzyska ogromne pieniądze z kasy państwa oraz tzw. "samorządów". Dotacje dla mediów są ukrytą pozycją w budżetach "samorządów".

Efekt? Polacy się kłócą na zabój, a zagraniczni wydawcy i ich zagraniczny mocodawcy zbijaja na tym fortuny. Żeby Polacy mogli wodzić się za łby bez końca i eskalować polityczne konflikty, zafundowano im ordynację wyborczą, która stymuluje permanentną wojnę polityczną (kraje właścicieli mediów mają zupełnie inne ordynacje, łączące i skłaniające do politycznego konsensusu). To jest też przyczyna niechęci mediów w Polsce (nie piszę: polskich mediów) do zmiany ordynacji, poza nielicznymi wyjątkami oczywiście.

Adat

Re: Prasa zagraniczna w Polsce

Post autor: Adat » 09 gru 2012, 16:05

Europejska Federacja Dziennikarzy krytycznie o pogoni za zyskiem obcego kapitału w polskim rynku mediów

Głównym problemem polskiego sektora prasowego jest jego zagrożona niezależność - alarmuje Europejska Federacja Dziennikarzy (IFJ) z Brukseli w opublikowanym właśnie raporcie o zachowaniu zagranicznych właścicieli wschodnioeuropejskich mediów

EFJ zrzesza ok. 200 tys. członków w 29 krajach i jej najbardziej wpływową organizacją środowiska dziennikarskiego na naszym kontynencie. Opracowanie pod znamiennym tytułem "Wschodnie imperia" [aluzja do imperiów medialnych - red.] szczegółowo opisuje media prywatne w krajach wschodnioeuropejskich. We wszystkich krajach naszego regionu obcy kapitał opanował znaczną część , a niektórych nawet większość rynku mediów. W przypadku Polski w rękach prywatnych jest 85 proc. rynku. Zagraniczne koncerny mają u nas według szacunków IFJ ok. 40 proc. rynku mediów. Ten odsetek jest oczywiście większy na rynku prasy drukowanej, gdzie polskie prawo nie przewiduje żadnych ograniczeń w inwestowaniu.

- Widzimy wielkie zagrożenie dla niezależnego dziennikarstwa w Polsce - piszą autorzy 67-stronicowego opracowania. W części poświęconej Polsce polemizują ze zdaniem rodzimych ekspertów, którzy uważają, że zachodnie inwestycje ugruntowują niezależność polskich mediów. Argumentem tychże ekspertów jest powszechne przekonanie, że zachodni inwestorzy pozwalają redakcjom na wielką niezależność, gdyż interesują się wyłącznie zyskiem.

Nic bardziej mylącego. Według EFJ "pogoń zagranicznych inwestorów za inwestycjami w polskie media zaowocowała obniżeniem ich jakości i malejącą bezstronnością". Zamach na niezależność nie wynika więc z układów wydawców z politykami, lecz z pogoni za zyskiem. Walka o rynek odbija się na jakości dziennikarstwa. - Szybki wzrost polskich mediów doprowadził do obniżenia jakości dziennikarstwa - czytamy w raporcie.

Zdaniem EFJ "by ciąć koszty, wydawcy wolą zatrudniać amatorów [dziennikarstwa - red.] niż profesjonalistów" Co więcej, "niższe standardy dziennikarstwa idą w parze z rozszerzającym się popytem na sensacyjne, lekkie dziennikarstwo". Zagraniczni wydawcy próbują też narzucić redakcjom swoje zachodnie kierownictwo, korzystają ze słabości przepisów w zakresie ochrony praw dziennikarzy. Na tym lista ich grzechów się nie kończy. Znajdują się na niej takie zarzuty jak niskie płace i wierszówki oraz gaże autorskie, odmowa prawa do zrzeszania się. Nagminne jest też stosowanie we wschodnioeuropejskich redakcjach dużo niższych standardów socjalnych niż w swych siostrzanych firmach na Zachodzie.

Raport o zagranicznym kapitale we wschodnioeuropejskim rynku mediów nie jest pierwszym krytycznym głosem Europejskiej Federacji Dziennikarzy o Polsce. W grudniu 2002 r. EFJ potępiła Polskę za dopuszczenie do "rabunkowej polityki niektórych wydawców oraz wywieranie politycznych nacisków na media". Federacji chodziło wówczas o tych właścicieli mediów w Polsce, którzy nie płacą swoim pracownikom. Popierając ówczesny strajk płacowy dziennikarzy nieistniejącego już "Życia", prezes EFJ Gustl Glattfelder powiedział, że zachowanie wydawcy "Życia" było "właściwe dla kraju bandyckiego, ale nie dla nowoczesnej demokracji w Europie".

Źródło: Gazeta Wyborcza/ Jacek Pawlicki/ 2003-06-27

Flavi

Re: Prasa zagraniczna w Polsce

Post autor: Flavi » 09 gru 2012, 16:07

Trzeba po prostu mieszkać na tzw. Ziemiach Odzyskanych (1/3 terytorium Polski), żeby problem rozumieć, z Warszawy tego nie widać. Przecież nawet polska ustawa o radiofonii i telewizji z 1992 roku miała zapis o 33 proc. udziale kapitału zagranicznego w stacjach prywatnych (dopóki go nie zniesiono). To znaczy, że jest coś na rzeczy. Przekazanie całej niemal prasy na Ziemiach Odzyskanych w ręce niemieckie jest tragicznym błędem i godzi w polską rację stanu. Wyobraźmy sobie, że na terenach anektowanych w 1939 roku przez ZSRR, a wchodzacych dziś w skład państwa polskiego, cała prasa znajduje sie w rękach rosyjskich. Możemy to sobie wyobrazić? Nie będzie nikt protestować?

Przejęcie polskich mediów przez wydawców niemieckich na Ziemiach Odzyskanych jest bardzo poważnym problemem państwa polskiego. Choćby z tego powodu, że prasa jest dziś niezbędna w procesie wyborczym - wielkie okręgi wyborcze po 1 mln mieszkańców i 200-300 kandydatów w każdym okręgu uniemożliwia komunikację między kandydatami i wyborcami, wymuszają pośrednictwo prasy. To znaczy, że prasa (w tym przypadku niemiecka) uzyskuje bezpośredni wpływ na wybory w Polsce, staje się instytucją niezbędną dla procesu wyborczego! Jeżeli Pan twierdzi, że to sa błahe problemy, to ja tego nie rozumiem. Pomijam już kwestię przejęcia wiekszości pieniędzy, które są wypłacane z kasy państwa na utrzymanie partii politycznych, a szerzej - systemu politycznego w Polsce, które idą do tych mediów za reklamy wyborcze i inne formy "wsparcia". Nie dość więc, że te gazety są częścią machiny wyborczej, to jeszcze czerpią z tego ogromne zyski. Przyjemne z pożyteczny, doprawdy, takie rzeczy mogą dziać sie tylko w Polsce. Tu zresztą pan Kaczyński wykazuje niekonsekwencję, bo z jednej strony słusznie podnosi sprawę repolonizacji prasy, z drugiej - jest przeciwnikiem zmiany ordynacji wyborczej.

Źródło: polemika na S24

Krzysztof
Administrator
Posty: 800
Rejestracja: 26 paź 2008, 22:18
Lokalizacja: Koszalin

Re: Media zagraniczne w Polsce

Post autor: Krzysztof » 02 sie 2013, 12:34

Fundusz inwestycyjny Innova Capital zamierza kupić o2 i Wirtualną Polskę (jej właścicielem jest Orange Polska), aby zbudować z ich połączenia grupę większą niż Onet.pl i zyskowniejszą niż spółki działające oddzielnie.

W zeszłym roku (2011) za 76 proc. udziałów w Grupie Onet niemiecka grupa Ringier Axel Springer zapłaciła TVN-owi 969 mln zł (co dało horrendalną wycenę całej grupy Onet na poziomie 1,27 mld zł). Wcześniej południowoafrykański holding Naspers przejął m.in. Gadu-Gadu (za ok. 400 mln zł) i Allegro (ok. 2 mld dol.). Rok później za 200 mln zł sprzedany został estońskiemu funduszowi Forticom kontrolny pakiet udziałów w rodzimej Naszej-Klasie, Grupa Bauer przejęła Interię za ponad 400 mln zł, a Agora wydała 120 mln zł na kupno Trader.com - czytamy na portalu rp.pl.

Źródło: Gość Niedzielny, 2.08.2013

ODPOWIEDZ