Polskie tradycje demokratyczne

Społeczeństwo obywatelskie, wolność słowa, patriotyzm, cywilizacja łacińska.
Monty

Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: Monty » 05 sty 2011, 13:22

W dyskusjach o JOW i systemach wyborczych (dlatego ten wątek umieszczam tutaj) często pojawia się argument, że nie dojrzeliśmy jeszcze do tych rozwiązań, bo u nas "nie taka jak na Zachodzie kultura polityczna". Prawda jest taka, że z historycznego punktu widzenia, to wszyscy inni moga sie uczyć od nas tradycji demokratycznych. Przytaczam wypowiedź prof. Tomasza Kaźmierskiego z Salon24.
Tomasz Kaźmierski/Salon24 pisze:Polska wprowadzila nowoczesny dwuizbowy parlament i separacje wladzy wykonawczej w 1505 roku, separacje wladzy sadowniczej w 1581 roku (prawie 150 lat przed Monteskiuszem), przywilej nietykalnosci osobistej (Neminem Captivabimus) w 1425 roku, czyli na 230 lat przed odpowiednikiem angielskim Habeas Corpus. W 1791 roku prawem wyborczym objete bylo ok 20% populacji, wiecej niz w tym samym czasie w USA i ponad dziesieciokrotnie wiecej niz w Anglii.

Gość

Re: Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: Gość » 05 sty 2011, 22:05

To nie kultura polityczna jest u nas slaba,ale towarzysze boja sie ze wiekszosc z rzadzacych, nie ma szans dostac sie do wladzy,boja sie panicznie utraty stolkow i koryta,.

kierownik

Re: Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: kierownik » 06 mar 2011, 20:15

Fragmenty znakomitego tekstu prof. PrzystawY "Geny polskiego parlamentaryzmu":
Zaborcy i Sowieci zagłuszyli i zasypali popiołem dorobek ustrojowy Królestwa Polskiego i I Rzeczypospolitej, dlatego dzisiaj, młody człowiek, poszukujący zarobku w Anglii czy we Francji i zaskoczony tym, jak działa demokracja brytyjska czy amerykańska nie zdaje sobie sprawy, że pochodzi z kraju, w którym te zdobycze wolnościowe i w zakresie praw człowieka na wiele lat, wręcz na setki lat, wyprzedziły rozwiązania brytyjskie czy francuskie. A przecież powinien wiedzieć, że polskie Neminem captivabimus (1433) o 246 lat wyprzedza angielskie prawo Habeas corpus; że nasze Formula Processus (1523) o 281 lat wyprzedza Kodeks Napoleoński, że monteskiuszowski trójpodział władz miał miejsce w I Rzeczypospolitej na 225 lat przed pojawieniem się „O duchu praw” Monteskiusza. Oczywiście, tradycje parlamentaryzmu są w Polsce równie stare jak w Anglii, ponieważ od roku 1493 mieliśmy dwuizbowy Sejm Walny, z Izbą Wyższą, obradującą pod przewodnictwem króla i Izbą Niższą, pod przewodnictwem marszałka.

To, co w zasadniczy sposób odróżnia tę wielką demokrację polską od angielskiej, francuskiej czy amerykańskiej to fakt, że polska demokracja powstała w wyniku długotrwałego i pokojowego procesu dziejowego, podczas gdy angielska była reakcją na krwawą tyranię Tudorów, francuska powstała z okrutnego i barbarzyńskiego żniwa Rewolucji Francuskiej, a amerykańska była wynikiem wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Ten proces pokojowy, trwający przez pokolenia, nie mógł pozostać bez wpływu na postawy Polaków i odcisnął się na naszej mentalności i świadomości zbiorowej, wszedł nam w nasze narodowe geny. Profesor Norman Davies taką laurkę wystawia naszym przodkom:

„Inspiracją tego procesu była zakorzeniona wiara w wolność jednostki i swobody obywatelskie, która – jak na owe czasy – była czymś wyjątkowym” („Boże igrzysko” , tom 2, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 427).

I dzisiaj, kiedy uważnie spojrzymy na naszą narodową historię, wiemy, że ta wiara przetrwała, że przeżyła wszystkie zabory, że przeżyła II Wojnę Światową i przeżyła pół wieku sowieckiej indoktrynacji.

Z tym poczuciem wolności wiązała się podstawowa, fundamentalna zasada demokracji: zasada równości obywateli wobec prawa. Mam wrażenie, że nie znajdziemy innego kraju, w którym ta cecha tak wyraźnie odbijałaby się w charakterze obywateli tak, jak to miało miejsce w postawach Polaków, w ich działaniach, zarówno tych, z których jesteśmy dumni, jak i tych, które często przywoływane były jako przykłady warcholstwa, awanturnictwa, braku dyscypliny i skłonności do podziałów i niezgody. Ale czy efektem tego poczucia, że „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” była niemożność zgodnego i spójnego działania?

W moim długim życiu widziałem wiele filmów i seriali ilustrujących tamte czasy, czasy szlacheckiego sejmowania itp. Prawie zawsze były to komiczne i krytyczne obrazy szlacheckich opojów, pijących wino dzbanami, kłótliwych, skłonnych do wyciągania szabli i bigosowania tych, którzy ośmielali się nie zgadzać. Ale historyk brytyjski inaczej o tym pisze. Ze zdumieniem, opisując proces sejmowego podejmowania decyzji i o tak ostro zawsze krytykowanej zasadzie liberum veto, pisał: „Jednakże proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji” (ibidem, str. 439).

(...)

Kiedy w brytyjskiej Izbie Gmin jeden poseł zwraca się publicznie do drugiego, to nie używa nazwiska, tylko mówi The Honourable Gentleman of Clacton, of Christchurch, of Witney itp. itd. A więc jest posłem określonego okręgu, określonej ziemi. I tak też było w Sejmie Walnym I Rzeczypospolitej: był poseł ziemi, kaliskiej, sieradzkiej, przemyskiej etc. Po tym ich rozróżniano i to stanowiło ich legitymację i powód do noszenia głowy wysoko. W Sejmie III RP nie ma po tym żadnego śladu. Posłowie nie reprezentują już swoich ziem, nie reprezentują już ludzi, którzy ich do Sejmu posłali.

Gość

Re: Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: Gość » 06 mar 2011, 21:51

Iwo Pogonowski:
Polska była pierwszą w nowożytnej Europie gdzie Izba Poselska polskiego parlamentu czyli Sejmu od 3 maja 1505 do 3 maja 1791 według prawa konstytucyjnego była najwyższą władzą w Rzeczypospolitej i na przełomie XVI i XVII wieku miała milion wolnych obywateli, z których każdy mógł kandydować na króla w wolnych wyborach. W Polsce kobiety i mężczyźni mieli równe prawa dziedziczenia własności.
Dwieście lat później w Ameryce zaczęto tworzyć demokrację. Wówczas generał George Washington zdecydował, że słowem „prezydent” będzie określana głowa państwa w USA...

szperacz

Re: Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: szperacz » 06 mar 2011, 22:10

Prof. Tomasz Kaźmierski:

[Demokracja była dostępna dla]...około 10 procent [obywateli], a Anglii i Francji tym samym czasie mniej niż 2 procent. Konstytucja 3 maja rozszerzyła prawa wyborcze na mieszczan, obejmując tym samym prawami obywatelskimi ok 20% społeczeństwa. Słynny angielski Reform Bill z 1832r (Polska już wtedy nie istniała) rozszerzył prawa wyborcze na ok 5% populacji Wysp Brytyjskich.

Państwa zaborcze uważały polską demokrację za rzecz bardziej niebezpieczną, niż francuska rewolucja. Polska osłabła głównie na skutek wyniszczających najazdów (ze Szwecji i Rosji) w XVII i XVIII w oraz rewolt chłopskich XVII wieku. Na niektórych obszarach Rzeczypospolitej zaludnienie spadło wtedy do ok 20% poprzedniego stanu.

...atak z zewnątrz nastąpił wtedy, kiedy dokonano w Polsce reform ustrojowych, m.in. w edukacji, administracji państwa i armii, rozszerzono prawa wyborcze i sprawy w Polsce zaczynały iść ku lepszemu.

Krzysztof
Administrator
Posty: 800
Rejestracja: 26 paź 2008, 22:18
Lokalizacja: Koszalin

Re: Polskie tradycje demokratyczne

Post autor: Krzysztof » 29 lip 2011, 21:09

Liczni politycy zagraniczni, a także niektórzy nasi - bądź ignoranci, bądź obłudnicy - zarzucają Polsce, że nie zna wolności obywatelskiej i demokracji. Tymczasem Polska krzewiła je dużo wcześniej niż Zachód. Od XV i XVI w. szlachta polska odrzucała absolutną władzę państwa i rozwijała pewnego rodzaju parlamentaryzm (o cztery wieki wcześniej niż w Anglii!). Przywilej czerwiński z 1422 r. zabraniał konfiskować lub zajmować majątek bez wyroku sądowego i łączyć w jednym ręku stanowisko starosty i sędziego. Na mocy przywileju jedlneńsko-krakowskiego z 1430 r. i 1433 r. szlachta zyskała nietykalność osobistą (neminem captivabimus nisi iure victum - nikogo nie wolno więzić bez wyroku sądowego). W 1791 r. przywilej ten rozciągnięto na mieszczaństwo.
Statut nieszawski z 1454 r. postanowił, że ustawy ogólne oraz decyzje o wojnie mogą być podjęte przez monarchę tylko za zgodą sejmików i sejmów walnych. Według konstytucji radomskiej Nihil novi z 1505 roku król nawet z Radą Koronną nie mógł podjąć żadnej uchwały ogólnokrajowej bez zgody sejmu ogólnokrajowego, poza tym konstytucja gwarantowała nietykalność jednostki, swobodę myśli i wolność zrzeszeń politycznych. Na tej podstawie szlachta przeforsowała praktykę: nihil de nobis sine nobis - nic o nas bez nas. To niestety przerodziło się w XVII w. w zasadę liberum veto, które zniweczyło prace sejmów. W roku 1556 sejm uchwalił ustawę o wolności sumienia pod względem religii, odrzucającą niemiecką barbarzyńską normę: cuius regio eius religio - czyja władza, tego religia. W 1573 r. sejm poparł po raz pierwszy w historii równouprawnienie w państwie wyznań chrześcijańskich oraz poszanowanie innych religii poza forum publicznym. W roku 1588 uchwalono nietykalność ogniska domowego, m.in. nie wolno było robić rewizji w czyimś domu bez zgody pana domu, choćby się tam ukrywał zbieg lub banita. Od XV w. rozwijała się wolność słowa, a od XVI wolność druku, cenzurę stosował tylko Kościół. Od XVII w. nadawano licznie prawa szlacheckie Żydom, Ormianom, Rusinom, Litwinom i innym. Chłopi z sąsiednich państw nierzadko uchodzili do Polski, gdzie odnajdywali więcej wolności (J. Bańka, E. Walewander).

Wielu nierozumnych ludzi u nas i na Zachodzie chce nas uczyć tolerancji religijnej i społecznej. Tymczasem, gdy na świecie toczyły się - i toczą do dziś - krwawe wojny religijne, to w Polsce wszystkie wyznania i religie żyły w zasadzie w pokoju. Kazimierz Wielki dał w roku 1341 gwarancję wolności obrządku i obyczajów prawosławiu w Polsce, podczas gdy Rosjanie robią trudności katolikom jeszcze dziś, np. nie umieszczają katolicyzmu wśród religii uznanych w Rosji. Władysław Jagiełło w 1430 r. zrównał duchownych katolickich i prawosławnych w prawach społecznych. Władysław Warneńczyk rozciągnął to w 1444 r. i na świeckich. W 1525 r. Polska zagwarantowała wolność luteranom w Prusach Książęcych, a w roku 1559 we wszystkich miastach pruskich. W 1561 r. zagwarantowano wolność kalwinistom w Inflantach. W 1555 r. sejm zapewnił swobodne wyznawanie wiary protestantom w całej Rzeczypospolitej. W 1573 r. sejm konwokacyjny uchwalił ustawę "De pace inter dissidentes de religione", która gwarantowała pokój i wolność religijną wszystkim protestantom - zarówno w życiu prywatnym, jak i publicznym. Nieraz jedna i ta sama świątynia katolicka służyła różnym wyznaniom chrześcijańskim. Żadna religia nie była zakazana. W 1777 r. sejm surowo zabronił palenia heretyków na stosie oraz topienia "czarownic", które na Zachodzie ginęły setkami ("Państwo bez stosów", J. Tazbir).
W XVI w. Polska była nazywana na Zachodzie "azylem heretyków", no i "rajem dla Żydów" (A. Brźckner). Innowiercy byli dopuszczani do najwyższych stanowisk państwowych, jak np. hetman wielki koronny. Królowie Sasi w XVIII w. sami przeszli z protestantyzmu na katolicyzm, chociaż byłoby lepiej, gdyby tego nie zrobili. Za ich czasów tolerancja obniżyła swoją temperaturę, być może dlatego, że wnieśli klimat niemiecki. Jeszcze w 1414 r. ks. Paweł Włodkowic dowodził na soborze w Konstancji, że istotą wiary chrześcijańskiej jest dobrowolność, nie wolno nawracać na wiarę siłą, że ziemie pogan nie są niczyje, lecz należą do pogan. I w Polsce nikt nie nawracał pod przymusem Żydów, Tatarów, Turków czy innych. Wprawdzie w roku 1658 wygnano z Polski braci polskich (arian), dając im dwa lata na opuszczenie kraju, ale robili to panowie protestanccy dla ratowania swojego wyznania przed rozbojem i posłużyli się zarzutem, że w czasie najazdu szwedzkiego, bardzo niszczącego kraj, arianie poparli Szwedów. Trzeba dodać, że katolicy, nawet niektórzy biskupi, ukrywali arian przed władzami (E. Walewander).
A jak jest tolerancyjny wobec katolików nasz współczesny "światłogród"? Oto np. wicemarszałek Jerzy Wenderlich z SLD zgłosił typowy dla podobnych ugrupowań wniosek, żeby wyrzucić katolickich katechetów ze szkół, bo "są opłacani z podatków także niekatolików". Pogratulować logiki. A może by tak całe społeczeństwo katolickie nie płaciło właśnie na takich ludzi, jak pan wicemarszałek, zwłaszcza na niekatolików. Niech oni sami się opłacają.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Źródło: Nasz Dziennik, 27 grudnia 2010, Nr 301 (3927)

ODPOWIEDZ