Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Społeczeństwo obywatelskie, wolność słowa, patriotyzm, cywilizacja łacińska.
lobo3
Posty: 313
Rejestracja: 20 cze 2009, 11:14

Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: lobo3 » 24 paź 2010, 07:42

Dużo piszemy o obywatelskości, społeczeństwie obywatelski, idei obywatelskiej. Obserwując upadek kolejnych dziedzin życia narodowego - gospodarki, kultury, idei państwowej - dochodzę do wniosku, że w duszy polskiej jest jakiś feler, który sprawia, ze nigdy nie będziemy społeczeństwem ludzi wolnych. Społeczeństwo obywatelskie, czy nie jest to po prostu utopia? Kiedy my byliśmy społeczeństwem obywatelskim, poza krótkimi chwilami, kiedy łączył nas bunt i sprzeciw wobec władzy?

Flav

Re: Obywatelskość - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Flav » 24 paź 2010, 08:43

Ciekawy artykuł blogera o nicku Jerzy.63 na Salon24.

Na początek przypomina trochę zapomniane dziełko, które stalo się inspiracją do reform podjętych przez Sejm Czteroletni. Jean Jacques Rousseau (szwajcarski pisarz tworzący w języku francuskim, filozof i pedagog epoki oświecenia) napisał "Uwagi nad rządem polskim" w 1770 roku na wezwanie Michała Wielhorskiego (konfederat barski, pisarz polityczny). Przekłady polski Franciszka Karpińskiego 1789, II. wyd. 1799; Tadeusza Nieduszyńskiego 1921; Macieja Starzewskiego, z wstępem i komentarzem, 1924.
Jean Jacques Rousseau pisze:Wolność jest potrawą pożywną, ale trudno strawną: trzeba bardzo twardych żołądków by ją znieść. Śmieję się z tych spodlonych narodów, które - podburzane przez spiskowców - a mając serca pełne wszystkich wad niewolników wyobrażają sobie iż wystarcza się buntować by być wolnym. Dumna i święta Wolności! Gdyby ci biedacy mogli cię poznać, gdyby wiedzieli za jaką cenę nabywa się ciebie i zachowuje, gdyby czuli o ile twoje prawa są surowsze niż twarde jarzmo tyranów - ich słabe dusze, niewolnice namiętności, które musiałoby się zdusić, lękałyby się ciebie stokroć więcej aniżeli niewoli; ze strachem uciekałyby przed tobą, jak przed ciężarem który by mógł je zgnieść.

Wyzwolić lud polski to przedsięwzięcie wielkie i piękne, ale śmiałe i niebezpieczne i którego nie można podejmować bez rozwagi. Wśród ostrożności jakie zachować należy jest jedna niezbędna a wymagająca czasu; to przede wszystkim uczynić poddanych, których się chce wyzwolić godnymi wolności i zdolnymi do jej zniesienia.

Jest rzeczą pewną, że Konfederacja barska uratowała konającą ojczyznę. Trzeba wyryć tę epokę świętymi zgłoskami we wszystkich polskich sercach. Chciałbym, by na jej pamiątkę wzniesiono pomnik by na nim umieszczono nazwiska wszystkich konfederatów, tych nawet, którzy później zdradzili wspólną sprawę - tak wielki czyn winien mazać czyny całego życia; chciałbym by dla jej uczczenia ustanowiono uroczystości periodyczne, obchodzone co dziesięć lat z okazałością, bynajmniej nie błyszczącą i płochą, ale prostą, dumną, republikańską; by na tych uroczystościach, godnie ale bez emfazy wygłaszano pochwały tych zacnych obywateli którzy mieli zaszczyt cierpieć za ojczyznę w kajdanach wrażych; by nawet rodzinom ich przyznano pewne honorowe przywileje, któreby zawsze przywodziły na pamięć ogółu to piękne wspomnienie. Nie chciałbym jednak by podczas tych obchodów pozwalano sobie na jakiekolwiek obelgi Rosjanom a nawet by o nich mówiono: byłby to dla nich zaszczyt zbyt wielki. Milczenie, pamięć o ich barbarzyństwie i pochwała tych którzy im się oparli, powiedzą o nich to właśnie, co trzeba; zanadto musicie nimi gardzić by móc ich nienawidzieć.

Flavi

Re: Obywatelskość - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Flavi » 24 paź 2010, 08:46

A teraz już sam bloger Jerzy.63 Warto to przweczytać, być może tu zawarta jest odpowiedź na wiekszość naszych pytań.
Jerzy.63, Salon24 pisze:Pańszczyźniany chłop był niewątpliwie niewolnikiem, był poniżany, bity, zmuszany do nadludzkiej pracy. Czy miał jakieś pole manewru przy tak ograniczonych możliwościach działania? Raczej nie mógł liczyć na zmianę swego losu, ale też i za nic nie czuł się odpowiedzialnym. Jaką jedyną cechę mogły wyzwolić warunki w jakich żył? Myślę, że swoiście pojęty sabotaż: „pracujesz jak na pańskim” mawiała moja śp. Mama gdy zauważała, żem leniwy. Był to jednak specyficzny rodzaj cwaniactwa. Co bardziej cwany wymigał się od cięższej pracy i bata, czasem coś podkradł i to było jedyną cenioną cechą, bo nic więcej nie dało się zrobić. Cwaniactwo stało się cechą pożądaną i cenioną. Nigdy polski lud do końca się z tego nie wyzwolił. Aż przyszedł dzień gdy mu powiedziano: nie musisz już pracować na pańskim. I – z początku – niewiele się zmieniło. Był „wolnym najmitą” pracującym za grosze w cudzych majątkach, czasem wyprowadzał się do miasta, gdzie też za nieco większe grosze pracował w fabrykach, ale był narażony na bezrobocie. A jednak najlepsi z nich zostali na wsi i w ciągu jednego pokolenia stali się bogatszymi gospodarzami. Czym się różnili od reszty? Ano jakimś cudem zachowali w sobie coś z duszy wolnych ludzi: byli odpowiedzialni, wiedzieli, że muszą pracować jak na swoim, ciężko, myśleć czy sprzedać zboże i dokupić ziemi, czy może przyoszczędzić w tym roku, bo w przyszłym będzie nieurodzaj. O jego przechowanie trzeba się było zatroszczyć, bo na pańskim karbowy gnał by zmagazynować zboże w spichrzach. Pańszczyźnianego chłopa guzik obchodziło do jakiej pracy go pędzą, do sensownej czy bezsensownej a zdarzały i się i takie przypadki, bo wśród panów byli bardzo różnej jakości gospodarze. Wolny człowiek był świadom, że ponosi odpowiedzialność za podjęte decyzje. Ci, którzy podjęli trafne decyzje wzbogacili się, wzrosły ich ambicje a ich synowie już w wolnej Polsce zapragnęli być obywatelami wskrzeszonej na nowo ojczyzny, uczestniczyć w jej życiu publicznym. I była to jedyna klasa społeczna, która w dość dobrej formie wojnę przetrwała. Resztę zabito, zagazowano, zastraszono a w najlepszym wypadku zatomizowano jako spójną, społeczną grupę. Komunistom została się już tylko akcja rozkułaczania. Skuteczna. Pod względem społecznego rozwoju cofnęliśmy się do czasów przełomu XVIII/XIX wieku. Nie było wśród nas ludzi naprawdę wolnych, no może w głębi ducha, ale nie było grup społecznych, które chciały by uczestniczyć świadomie w życiu państwa a komunistyczny eksperyment zamroził jakąkolwiek ewolucję tego stanu. W nowym kraju niewolników już tak nie bito (pomijam czasy stalinowskie – celowo), nie poniżano aż tak bardzo w sprawach codziennych, ale stworzono znakomite warunki do rozwoju cwaniactwa. Bo to jest niestety nieodłączna część pańszczyźnianej duszy. Cwaniak nie chce być wolnym. Pańszczyźnianego chłopa nie interesował los jego majątku, bo cóż z tego, że pan zbankrutuje, nabędzie inny i nic się nie zmieni, państwo jest dlań już zupełną abstrakcją. Trudno by ktoś taki rozumiał co to znaczy być obywatelem. To samo w PRL: zakład zbankrutować nie mógł, na jego „państwowość” nic się poradzić nie dało. Ale można było nauczyć się go okradać dochodząc z czasem do coraz większej sprawności. Tym którzy cwaniakami nie są taki system musi wyznaczyć rolę ofiar, albo jako przegranych frajerów albo jako pożytecznych idiotów.

Oczywiście państwo było całkowitą abstrakcją. Czymś czego się nie rusza.

A co się stanie jeśli społeczeństwo opanowane z byłych niewolników opanuje państwo? Przecież w PRL wszyscy byliśmy niewolnikami, czy nam się to podoba, czy nie. A tamto państwo musiało zbankrutować. Tworzy się świat pozorów, gdzie wzajemne zależności między cwaniakami (które oni rozumieją i między którymi czują się dobrze i dlatego nie zależy im na zmianie) wynoszą lub strącają ze stanowisk ludzi, którzy tylko z pozoru wyglądają na tych, którymi ich ogłoszono: biznesmen może być figurantem, dziennikarz sprytnym manipulatorem lub pożytecznym idiotą, socjolog demagogiem a prawnik adwokatem krętaczem.

Flav

Re: Obywatelskość - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Flav » 24 paź 2010, 08:51

Wokulski w "Lalce" o polskim społeczeństwie:

"Tam prostota jest dziwactwem, oszczędność wstydem, uczciwość równo znaczy z obłędem, artyzm symbolizuje się z dziurawymi łokciami. Tam chcąc zdobyć miano człowieka, trzeba posiadać tytuł z pieniędzmi, albo talent wciskania się do przedpokojów".

Corsair

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Corsair » 15 gru 2010, 21:59

Z tradycji republikańskiej (Arystoteles, Polityka) wywodzi się idea wspólnoty obywatelskiej (societas civilis), a ze znacznie późniejszej anglosaskiej tradycji liberalnej idea społeczeństwa obywatelskiego (civil society). Koncepcja republikańska jest wspólnotowa, koncepcja liberalna indywidualistyczna. W zasadzie jednak te dwie koncepcje zlewają się dziś w jedno rozumienie społeczeństwa obywatelskiego, łączącego życie cnotliwe (tradycja republikańska) realizowane w wolności - w państwie a nie od państwa (tradycja liberalna). Nie ma silnego państwa bez silnego społeczeństwa obywatelskiego, a jeśli jest to może to być tylko państwo zamordystyczne. Podział na PO i PiS jest nieadekwatny, ponieważ społeczeństwo obywatelskie to poziom metapolityki, a nie polityki. Przyczyn należy szukać w systemie politycznym (ustroju politycznym), a nie w tym burdelu jakim jest polska tzw. scena polityczna. Ustrój polityczny, to głównie kwestia ordynacji wyborczej (konstytucja jest jakby wtórna, bo wybór konstytuanty poprzedza jej ustalenia i uchwały - sposób wyboru ma więc pierwszorzędne znaczenie). Ordynacja JOW tworzy społeczeństwo obywatelskie, ordynacja tzw. proporcjonalna (partyjniacka) zaszczepiona na wypalonym pokomunistycznym ugorze tworzy państwo oligarchiczne, w którym społeczeństwo jest traktowane jako masa, niekiedy kłopotliwa, którą trzeba karmić, leczyć, uczyc itd. i która w zasadzie byłaby niepotrzebna gdyby nie to, że płaci podatki na utrzymanie pasożytniczej, zamordystycznej oligarchii, jaka wytwarza ordynacja partyjniacka w państwach pokomunistycznych.

Ciekawy artykuł dr Doroty Pietrzyk-Reeves:

Filozoficzne źródła idei społeczeństwa obywatelskiego

Mariusz
Posty: 25
Rejestracja: 20 mar 2011, 20:41

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Mariusz » 18 kwie 2011, 14:57

lobo3 pisze: Społeczeństwo obywatelskie, czy nie jest to po prostu utopia? Kiedy my byliśmy społeczeństwem obywatelskim, poza krótkimi chwilami, kiedy łączył nas bunt i sprzeciw wobec władzy?
Jeżeli obywatelskość wyraża sie w zaangażowaniu w dobro całej wspólnoty to mozna jej poziom zobaczyć po liczbie wspierających :http://www.jow.pl/strona/wp%C5%82aty.html Tylko 40-50 osób miesięcznie stać wpłacić... To (wg mnie) plajta terminu "społeczeństwo obywatelskie" :!: .
Od pewnego czasu płacę i póki będzie mnie stać to juz nie przestanę.

Mamy jako Polacy niebywałe wręcz zdolnosci do czczego gadania, mądrzenia się, dyskutowania, prowadzenia niekończących sie debat rozdrabniających każdy problem na niepotrzebną nikomu sieczkę. Wolimy kilometry słów od milimetra pracy. Społeczność JOW na Facebooku liczy na dziś 5365. Wynika z porównania z liczbą wspierających, że stowarzyszenie posiada 5315 "wolontariuszy" i z pięćdziesięciu płatników. I co? I nic. Jak za PRL: kochamy deklarować bez pokrycia...

Gdyby ten "wolontariat" wpłacał choć 10zł miesięcznie stowarzyszenie co miesiąc miałoby do dyspozycji pół miliona złotych. To nie żart. Byłoby pół miliona! Co to oznacza? Jeżeli druk ulotki kosztuje np. 50gr to stowarzyszenie miesiąc w miesiąc rozdawałoby 1milion ulotek(!!!), dzięki którym w krótkim czasie trafiło by do każdego umysłu Polaka.

pozdr. MS

Jurek O.

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Jurek O. » 19 kwie 2011, 18:07

Panie MS, ale inicjałów MS ja wśród wpłacających nie widzę. Można wspierać Ruch JOW organizacyjnie, np. robić coś lokalnie, ale tu tez nie jest Pan zanadto widoczny (mogę sie oczywiście mylić). I jeszcze jedno, jeśli w walce o JOW nie chodzi o społeczeństwo obywatelskie (uczestniczące), to o co chodzi? Dlaczego Pan popiera JOW w takim razie?

Mariusz
Posty: 25
Rejestracja: 20 mar 2011, 20:41

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Mariusz » 20 kwie 2011, 06:53

Jurek O. pisze:Panie MS, ale inicjałów MS ja wśród wpłacających nie widzę. Można wspierać Ruch JOW organizacyjnie, np. robić coś lokalnie, ale tu tez nie jest Pan zanadto widoczny (mogę sie oczywiście mylić).
Powinienem zapytać czy pan jest - guzik mnie jednak to obchodzi. Każdy powinien odpowiadać za siebie ale rozumiem, że to trudne...
Zapewniam, że tam jestem, a pan niech nadal dochodzi czy tak jest.
I jeszcze jedno, jeśli w walce o JOW nie chodzi o społeczeństwo obywatelskie (uczestniczące), to o co chodzi? Dlaczego Pan popiera JOW w takim razie?
No właśnie po to żeby tak było bo jeszcze tak nie jest.
Juz na tyle długo zyje by się przekonać, że najszczersze są deklaracje potwierdzane monetą. Wpłata, chocby mała, i bardziej może jej regularność, jest najlepszym podpisem pod każdą deklaracją.

Pozdr MS

Jurek O.

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Jurek O. » 20 kwie 2011, 18:16

Mariusz pisze:Powinienem zapytać czy pan jest - guzik mnie jednak to obchodzi. Każdy powinien odpowiadać za siebie ale rozumiem, że to trudne...
Zapewniam, że tam jestem, a pan niech nadal dochodzi czy tak jest.
Ja mam specjalne względy więc nie płacę. A pan występuje w Ruchu JOW incognito ze ukrywa swoje inicjały?
No właśnie po to żeby tak było bo jeszcze tak nie jest. Juz na tyle długo zyje by się przekonać, że najszczersze są deklaracje potwierdzane monetą. Wpłata, chocby mała, i bardziej może jej regularność, jest najlepszym podpisem pod każdą deklaracją.
Proponuję, żeby jako nowicjusz wpłacał pan potrójną wartość zwyczajowej stawki.

Krzysztof
Administrator
Posty: 800
Rejestracja: 26 paź 2008, 22:18
Lokalizacja: Koszalin

Re: Społeczeństwo obywatelskie - utopia czy rzeczywistość?

Post autor: Krzysztof » 20 kwie 2011, 19:51

Dyskusja nie na temat, panowie. Proszę przerwać wymianę uprzejmości i powrócić do zasadniczego wątku. Admin

ODPOWIEDZ